RSS
sobota, 23 stycznia 2016
Szalony pomysł wicepremiera Gowina

Przysłowie "Kto z kim przestaje, takim się staje" niestety często okazuje się prawdziwe. Jarosław Gowin był rozsądnym politykiem, dopóki był w PO, ale w Zjednoczonej Prawicy niewiele mu z tego rozsądku pozostało. Jego najnowszy pomysł, aby studia medyczne były płatne i kredytowane, a po ich ukończeniu trzeba by kredyt zwrócić, lub odpracować, jest kompletnie szalony. Ma rzekomo chronić przed emigracją lekarzy, a przyniesie skutek odwrotny. Młodzi ludzie będą masowo podejmować studia medyczne za granicą, a po ich ukończeniu mało który do Polski wróci.

15:18, svetomir
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 11 stycznia 2016
Wrogi gest

Minister Wasczykowski raczył wezwać na dywanik ambasadora Republiki Federalnej Niemiec z powodu rzekomo antypolskich wypowiedzi niemieckich polityków. To bardzo smutna wiadomość. Stosowanie z błahych powodów wobec zaprzyjaźnionego państwa tak ewidentnie wrogich gestów jest primo niedopuszczalne, a secundo głupie. Powody zaś są ewidentnie głupie, gdyż: primo, wypowiedzi nie były antypolskie, a jedynie antypisowskie (PiS to jeszcze nie Polska, choć chwilowo nią rządzi), secundo nie były one oficjalnym stanowiskiem niemieckiego rządu, a jedynie prywatnymi opiniami mało znaczących polityków.

09:04, svetomir
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 grudnia 2015
Pierwszy dobry pomysł nowego rządu

Dotąd nowy rząd głównie krytykowałem, to teraz pochwalę. MEN zadeklarowało chęć odejścia od przesadnego profilowania w liceach: „będzie odejście od profilowania po I klasie. Lekcje historii będą obowiązkowe dla wszystkich uczniów na każdym etapie edukacji i będzie obejmowała tak historię Polski, jak i historię powszechną” (za PAP). Jestem za. Trzeba uczyć wszystkiego po trochu. Liceum Ogólnokształcące ma być ogólnokształcące właśnie. W ostatnio występującym skrajnym sprofilowaniu takie nie było. Dlatego popieram projekt zmian mających na celu odrodzenie kształcenia ogólnego. Jest ono bardzo pożyteczne. Wiem po sobie. Ja zdawałem na maturze matematykę w maju, a pierwszego lipca biologie i chemię na wstępnym na Akademię Medyczną. Po skończonych studiach zrobiłem drugie - humanistyczne. Gdybym chodził na profil matematyczny w obecnej wersji, nie byłbym w stanie tego uczynić. Jestem więc stuprocentowo przekonany do konieczności utrzymania kształcenia ogólnokształcącego. Mam nadzieję, że to przejdzie i moje dzieci będą mogły chodzić do równie dobrego liceum jak ja. Czegoś się jednak czepię. Trzy godziny historii tygodniowo w całym cyklu nauczania, to jednak ciut za dużo. Lepiej wrócić do dwóch, a trzecią przeznaczyć na przykład na filozofię z logiką.

10:38, svetomir
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 grudnia 2015
Artykuły jak koszyki

Nowy rząd wyciąga skądś szalone pomysły jak magik króliki z kapelusza. Najnowszym idiotyzmem jest pomysł ozusowania wszystkich umów o dzieło. Jak można ozusować umowę, której przedmiot znacznie bliższy jest transakcji handlowej, aniżeli stosunkowi pracy? Ja nie widzę większej różnicy między sprzedawaniem napisanych przez siebie artykułów, a sprzedawaniem wyplecionych przez siebie koszyków.

22:15, svetomir
Link Dodaj komentarz »
środa, 02 grudnia 2015
Kolejna niespełniona obietnica wyborcza

PiS przed wyborami obiecywało zniesienie podatku miedziowego. Teraz tworzy rząd, który właśnie zapowiedział, że podatek miedziowy zostaje. Pewnie go zniosą tuż przed oddaniem władzy. Taki mają zwyczaj. No, ale czego można się spodziewać po partii, która tylko dzięki kłamstwu wygrała wybory.

21:38, svetomir
Link Dodaj komentarz »
sobota, 28 listopada 2015
O ekstradycji Romana Polańskiego słów kilka

Jego Ekscelencja Zbigniew Ziobro skrytykował decyzje prokuratury o rezygnacji  z apelacji w prawie ekstradycji Romana Polańskiego. A ja tę decyzję prokuratury pochwalam. Ekstradycja jest złym pomysłem z kilku powodów:

1. Przestępstwo się przedawniło. Jedno i drugie. Zarówno seks z nieletnia jak ucieczka.

2. Nie należy wydawać obywateli polskich innym krajom poza wyjątkowymi przypadkami, a ten wyjątkowy nie jest.

3. Amerykanie niechętnie wydają nam przestępców.

4. Pokrzywdzona nie chce ścigania Polańskiego.

5. Ucieczka była uzasadniona, bo Amerykanie prawie na pewno nie dotrzymaliby warunków umowy z Polańskim.

6. Możliwość swobodnego przebywania Polańskiego w Polsce jest wielka szansą dla polskiej kultury.

Oczywiście przestępczy czyn Polańskiego z całą stanowczością potępia,. Uważam jednak, że juz zań wystarczająco odpokutował.

11:01, svetomir
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 listopada 2015
Bigos w Trybunale Konstytucyjnym

Zacząć trzeba od tego, że bigosu w TK nawarzyła Platforma Obywatelska. Wybór trzech sędziów na miejsce tych, którym kadencja wygasała na początku listopada był jak najbardziej uzasadniony, jednak wyboru kolejnych dwóch, na miejsca, które dopiero w grudniu miały się zwolnić nic nie usprawiedliwia i nic nie uzasadnia. W ten sposób Platforma zrobiła prezent PiSowi - dała mu doskonały pretekst do awantury. PiS wykorzystał prezent doskonale - robi awanturę na czternaście fajerek i rozmontowuje fundamenty państwa polskiego. To co robi z TK PiS jest stokroć gorsze od tego, co zrobiła Platforma, ale nie robiłby tego, gdyby nie bezmyślny wybór dwóch sędziów "grudniowych". W konsekwencji może być tak, że TK przestanie pełnić swoją role strażnika polskiej demokracji, a to grozi poważnymi konsekwencjami z narodzinami nowego totalitaryzm,u włącznie. PiS doprawia bigos, czyniąc go niestrawnym (sraczkę po nim będziemy mieć wszyscy), ale nawarzyła owego bigosu Platforma.

10:57, svetomir
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 listopada 2015
Kaczyński jak Zandberg

Jak wielu innych oburzałem się na marksistowskie pomysły Partii Razem, szczególnie na propozycję 75% podatku dochodowego dla najbogatszych. Jestem człowiekiem konsekwentnym w swych poglądach, więc dokładnie tak samo oburza mnie pomysł PiSu, aby obłożyć podatkiem w wysokości 70% odprawy menadżerów spółek z udziałem skarbu państwa. Podstawowym efektem takich działań będzie to, że żaden topowy specjalista nie będzie chciał podjąć pracy w takich spółkach. W konsekwencji będą one gorzej funkcjonować, a wiele z nich upadnie. Jak widać, aby być marksistą, nie trzeba nosić Marksa na koszulce.

10:10, svetomir
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 listopada 2015
Schetyna vs Siemoniak 0:1

s i s

W walce o władzę w Platformie Obywatelskiej Grzegorz Schetyna strzelił sobie samobója i przegrywa z Tomaszem Siemoniakiem. Zdaniem Schetyny Siemoniak w początkach istnienia PO zajmował się prowadzeniem Donaldowi Tuskowi korespondencji mailowej, podczas gdy w rzeczywistości był on wówczas wiceprezydentem Warszawy, co każdy może łatwo sprawdzić. I  tym sposobem były marszałek sejmu strzelił sobie w stopę. Kłamstwo ma krótkie nogi. 

12:39, svetomir
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 maja 2015
Ciemne strony Jednomandatowych Okręgów Wyborczych

 

Zwolennicy Jednomandatowych Okręgów Wyborczych przedstawiają je zazwyczaj jako cudowne lekarstwo na wszystkie bolączki systemu politycznego. Ten świat jest jednak tak skonstruowany, że nie ma na nim żadnych cudownych lekarstw, które zwalczałyby wszystkie choroby. Co więcej, każde lekarstwo ma swoje działania uboczne. Jestem między innymi farmaceutą, więc wiem, co mówię. Tak też jest i z politycznym lekarstwem o nazwie JOW. Nie przeczę, że skutecznie zwalcza ono niektóre bolączki demokracji przedstawicielskiej, inne jednak umacnia, a jeszcze inne rodzi. Przedewszystkiem umacnia system dwupartyjny, a w skrajnym przypadku jednopartyjny. W systemie opartym o JOW pełnia władzy w kraju może łatwo przypaść jednej lub dwóm partiom o relatywnie małym poparciu.

 

Szczególnie duże zagrożenie JOWy niosą w sytuacji, gdy poparcie dla poszczególnych partyj rozkłada się równomiernie w całym kraju. Wtedy partia z poparciem relatywnie małym, ale chociażby minimalnie większym od pozostałych, może stuprocentowo zdominować parlament i dowolnie kształtować prawo wedle własnego widzimisię. Teoretycznie możemy sobie wyobrazić kraj, w którym jest dziewięćdziesiąt dziewięć partyj politycznych, z których dziewięćdziesiąt osiem ma poparcie jednoprocentowe, a jedna dwuprocentowe. W takiej sytuacji partia, którą popiera dwa procent wyborców, zgarnia sto procent miejsc w parlamencie. U nas zapewne sytuacja nie byłaby tak drastyczna, ale casus wyborów uzupełniających w Rybniku wskazuje, że w przypadku jednolitego rozkładu poparcia w całym kraju, do stuprocentowego zdominowania parlamentu wystarczyłoby trzydzieści procent głosów w wyborach. Gdyby rozkład poparcia w całym kraju był jednorodny, te trzydzieści procent dałoby sto procent miejsc w parlamencie. Jako, że jednorodny nie jest, wprowadzenie JOWów raczej nie wprowadzi w Polsce dyktatury monopartyjnej, należy się jednak obawiać, że wytworzy trwały system dwupartyjny, zabetonowany na pokolenia. W niektórych regionach kraju wszystko weźmie PO, w innych PiS, dostanie się do sejmu też kilku posłów niezależnych, w większości ludzi spoza polityki, takich „Stokłosów”, którym duża grupa ludzi w danym małym okręgu coś zawdzięcza. Jako że okręgi do sejmu będą mniejsze niż do senatu, łatwiej będzie takim ludziom wygrać wybory. Wszystkich tych zagrożeń można by uniknąć, gdyby wprowadzić wybory dwuturowe, ale większość zwolenników JOW odrzuca takie rozwiązanie.

 

Same JOWy to jeszcze pół biedy, ale zgodnie z zasadą opisaną przez Leszka Kołakowskiego w jednej z bajek z królestwa Lajlonii, zwolennicy cudownych metod często łączą dwie takowe, dla lepszego efektu. „Niebo malować i nosy ucinać”, pisał filozof, co w bajce maiło być drogą do długowieczności, a alegorycznie ma jak najbardziej sens polityczny. Samo pomalowanie nieba Jednomandatowymi Okręgami Wyborczymi może nie wystarczyć, więc zwolennicy tegoż chcą jeszcze wprowadzić ucinanie nosów, w postaci odpowiedzialności posłów przed wyborcami ze swojego okręgu i możliwości odwołania przez owych wyborców posła, który nie wywiązał się z obietnic wyborczych. Takie rozwiązanie sprawdza się dość dobrze w wyborach samorządowych wobec prezydentów miast, ale nie nadaje się do parlamentu.

 

Taki problem Polska już przerabiała pięć wieków temu. Jak pisał Paweł Jasienica w Polsce Jagiellonów: „Cała przyszłość polskiego sejmowania zależała od dokładnego określenia roli posła. Możliwe były dwa ujęcia: 1. wybrany w danej ziemi poseł otrzymuje zupełną swobodę decyzji, mandat czyni go jednym z przedstawicieli całej zbiorowości narodowej; 2. poseł reprezentuje tylko swoich wyborców, którzy dają mu instrukcję, jak ma głosować w sejmie. Pierwsza z tych zasad była zdrowa, wiodła do wykształcenia dobrego parlamentaryzmu, druga zgubna. Z niej właśnie zrodziło się liberum veto, oznaczające protest posła przeciwko uchwałom, na które nie godzili się j e g o wyborcy, chociażby nawet pragnęli ich wszyscy inni obywatele kraju. Instrukcja poselska o mocy absolutnie wiążącej oznaczała, że czynnikiem decydującym staje się nie sejm, lecz sejmik ziemski, interesy prowincjonalne, zaściankowe, biorą górę nad powszechnymi.”

Niewątpliwie polski system parlamentarny jest chory, ale JOWy z dodatkami tej choroby nie wyleczą, bo likwidując jedne dolegliwości, wywołają inne. Dużo lepsze efekty może przynieść zniesienie progów wyborczych i dofinansowania partyj z budżetu, aby wpuścić do polityki świeżą krew.

21:56, svetomir
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 lipca 2014
Posłaliśmy umyślnie z nimi najgłupszego oficera, aby go przekabacić nie mogli....

Girkin sie przyznał

19:47, svetomir
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 maja 2014
ONI nie pytają Cię o zdanie!

sobota, 10 listopada 2012
Marsz Niepodległości

mn

Od dwóch lat w przededniu Marszu Niepodległości poświęcam parę słów tej imprezie. W poprzednich dwóch latach jednoznacznie ją popierałem i popieram ją nadal.  Uważam jednak, że w roku bieżącym patrioci przebywający tego dnia w Warszawie mogą z czystym sumieniem wybierać pomiędzy dwoma marszami- narodowym i prezydenckim. Mój stosunek do obecnego prezydenta wyjaśniałem już w kilku tekstach, ale tym, którzy ich nie czytali, przypomnę w paru słowach, że mam duży dystans do osoby i równie duży szacunek dla urzędu. Co zaś się tyczy samej inicjatywy marszu, to Bronisławowi Komorowskiego należy się za nią uznanie, osobliwie za to, że czci on obydwu ojców polskiej niepodległości. Oczywiście, nie czyni to Czerwonego Hrabiego postacią kryształową, ale wśród liderów konkurencyjnego marszu znaleźć można postacie dalece niekryształowe. Na takim na ten przykład Kobylańskim całkiem niebłahe ciążą grawamina. Jeżeli o mnie chodzi, to gdybym był warszawiakiem, w latach poprzednich szedłbym z narodowcami, ale w tym roku z prezydentem. Z innych kwestyj, cieszy fakt, że lewacy tym razem nie sprowadzili z zagranicy terrorystycznych bojówek i zapowiedzieli łagodniejsze niż w zeszłych latach formy demonstrowania swoich chorych przekonań i zboczeń. Czy dotrzymają słowa? Pożywiom, uwidim, jak mawiają starzy górale. Na koniec jeszcze chciałem jeszcze przypomnieć o równie ważnym, jeśli nawet nie ważniejszym od demonstracyj, muzycznym świętowaniu Dnia Niepodległości. W ramach tego przypominania, zamieszczam poniższy plakat. 

rn

22:39, svetomir
Link Komentarze (1) »
niedziela, 22 kwietnia 2012
Walka z „ciepłym” wizerunkiem zginionego prezydenta Kaczyńskiego

 

Telewizja PULS, niegdyś katolicka, obecnie zaś rozrywkowa, w nietypowy sposób czci pamięć poległych w Katastrofie Smoleńskiej. Zarówno w roku ubiegłym jak i w bieżącym w wigilię rocznicy tego tragicznego wydarzenia przypomniała film „O dwóch takich, co ukradli księżyc” z młodymi Jarosławem i Lechem Kaczyńskimi w rolach głównych. Kierownictwo stacji argumentowało następująco: „Nie mamy w naszej ofercie programów informacyjnych, w których moglibyśmy przekazać np. relacje z obchodów drugiej rocznicy katastrofy smoleńskiej. Dwukrotna emisja w tym okresie filmu, w którym jako dziecko wystąpił prezydent Lech Kaczyński jest odpowiednią formą uczczenia Jego pamięci na naszej antenie”.

 

 

Ta sympatyczna forma upamiętnienia wielkiego Polaka nie spodobała się redaktorom związanego z Gazetą Wyborczą internetowego serwisu rozrywkowego deser.pl. Napisali oni na swojej stronie tak: „Wiemy już, że to nie przypadek, ale ciągle nie jesteśmy pewni, czy pokazywanie tego lekkiego filmu z młodym Lechem Kaczyńskim nie godzi w podniosły i smutny nastrój rocznicy jednej z największych katastrof w historii Polski”. Zadziwiająca jest ta troska o podniosły nastrój wychodząca ze środowiska nieustannie wyśmiewającego pamięć o katastrofie i jej ofiarach. Najwyraźniej najbardziej środowisku temu najbardziej przeszkadzają te formy upamiętniania JE Lecha Kaczyńskiego, w których jest on przedstawiony jako postać sympatyczna i ciepła. Nie są to incydentalne przypadki, lecz reguła. Pisze na przykład Piotr Zaremba w najnowszym Uważam Rze „ciepłą historię o żonie prezydenta przerywającej o północy jego spotkanie z przyjaciółmi portal Lisa przedstawił jako dowód na … niekompetencję zmarłego”.

 

Te działania mają ściśle przemyślany charakter. Chodzi o to, by pamięć o ofiarach nie pociągała mas, by można ja było zamknąć w getcie dla moherów z Krakowskiego Przedmieścia. Nie da się, przynajmniej na razie, całkowicie zlikwidować narracji pamięci, władcy mediów postanowili więc, że trzeba nagłaśniać te jej fragmenty, które można społeczeństwu zohydzić, jako agresywne, a wyciszać i tłamsić te, które mają wydźwięk jednoznacznie sympatyczny. Tak właśnie media „salonowe” czynią od dwóch lat. Nie jest to bynajmniej strategia nowa. Stosowano ją już wcześniej.

 

Przykładem jest postawa lewicowych macherów medialnych wobec mediów katolickich w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Jak pisał kilka tygodni temu na łamach Uważam Rze Piotr Semka: „Mało kto też pamięta, że Radio Maryja początkowo było akceptowane w KRRiT przez polityków lewicy jako mniejsze zło. Tacy ludzie jak Marek Siwiec byli wówczas bardziej zaniepokojeni nowoczesnym konserwatyzmem w stylu „Frondy”, czy „pampersów” z Woronicza. I przyznawali po cichu, ze skoro już ma być jakieś radio katolickie, to niech to będzie radio dla babć, które nikogo młodego nie przyciągnie”. Wtedy ta strategia nie odniosła takiego sukcesu, jakiego oczekiwali jej twórcy. Próbują jednak nadal.

Chodzi również o to, by środowiska patriotyczne, kultywujące pamięć o zginionych, podzielić. By tych, którzy oddają ofiarom hołd na ulicznych marszach poszczuć przeciw tym, którzy czynią to oglądając sympatyczny film. Skoro skutecznie udaje się dzielić patriotów na gruncie politycznym, próbuje się zdziałać to samo na gruncie kulturowym. I tu musimy się sprzeciwić lewicowym władcom dusz. Politycznie obóz patriotyczny może, a do pewnego stopnia nawet musi być podzielony, ale kulturowo, cywilizacyjnie, musimy stanowić jedność. Dotyczy to zarówno szacunku dla tragicznie zmarłych, jak też stosunku do życia, do religii, do kulturalnego dorobku Polaków i do historii. Jeśli o to nie zadbamy, za kilka lat na stołku zajmowanym obecnie przez Donalda Tuska zasiądzie Janusz Palikot, lub ktoś jego pokroju. A wtedy walka z chrześcijaństwem, Polskością, pamięcią i wszystkimi wartościami tradycyjnej zachodniej (łacińskiej) cywilizacji znacznie się zaostrzy. Wtedy sprzeciw będzie dużo trudniejszy, bo i pozycja nasza będzie dużo słabsza.

11:47, svetomir
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 kwietnia 2012
Żałoba Narodowa. Inflacja, czy demokratyzacja?



Po niedawnej katastrofie kolejowej pod Szczekocinami JE Bronisław Komorowski, Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej wprowadził na terenie całego kraju dwudniową żałobę narodową. Decyzja ta została skrytykowana przez wiele różnych środowisk, wpisuje się ona bowiem w trwającą od kilku lat, a dokładnie od początku AD MMV inflację żałoby narodowej.

 

 

Żałobę Narodową w Polsce, podobnie jak w większości krajów świata wprowadza się zasadniczo w dwóch przypadkach: śmierci wybitnej jednostki, osobliwie zaś tragicznej, lub wielkiej katastrofy z licznymi ofiarami. Żałoby narodowe ogłaszano w Polsce począwszy od okresu II Rzeczypospolitej. Przez kilkadziesiąt lat ogłaszano jednak żałobę niezwykle rzadko: W okresie II Rzeczypospolitej uczyniono to cztery razy ( po śmierci prezydenta Wilsona, ministra Pierackiego, marszałka Piłsudskiego i arcybiskupa Teodorowicza), w czasie okupacji dwa razy ( po śmierci premiera Sikorskiego i po upadku Powstania Warszawskiego), a w okresie PRLu znów cztery razy (Po śmierci prezydenta Bieruta, generalissimusa Stalina, generała Zawadzkiego i prymasa Wyszyńskiego). Jak widać, na te dziesięć przypadków dziewięć dotyczyło śmierci wyróżniających się jednostek, a tylko jeden katastrofy z licznymi ofiarami. W okresie III Rzeczypospolitej ogłaszano żałobę czternaście razy z czego raz z powodu śmierci wybitnej jednostki (Jan Paweł II), dwanaście razy z powodu katastrof budowlanych komunikacyjnych, górniczych i klęsk żywiołowych, a raz z obydwu powodów naraz. Okres ten dzieli się wyraźnie na dwa podokresy. W latach 1990-2004 ogłoszono żałobę trzy razy, co mniej więcej odpowiada częstotliwości międzywojennej i wojennej, a w latach 2005-2012 jedenaście razy. Począwszy od 2004 roku ogłaszano ją w każdym roku za wyjątkiem 2011. Festiwal żałoby zaczął pod koniec swojej drugiej kadencji Aleksander Kwaśniewski, który w roku 2005 ogłosił ją trzy razy. Obserwując żałoby ostatniej dekady da się zaobserwować dwa zjawiska. Jedno dostrzegają prawie wszyscy, na drugie mało kto zwraca uwagę. Pierwszym jest inflacja żałób, które są obecnie ogłaszane wielokrotnie częściej niż dawniej, drugim jest ich demokratyzacja. Kiedyś żałobę ogłaszano prawie wyłącznie po śmierci wybitnych w pozytywnym, czy negatywnym sensie jednostek, obecnie ogłasza się ja prawie wyłącznie w przypadku katastrof z licznymi ofiarami.

 

A przecież katastrofy zdarzały się i wcześniej. Choćby w PRLu było ich niemało, a żadna nie została uhonorowana żałobą. Dlaczego więc te z XXI wieku są tak wyróżniane? W niektórych przypadkach jest to do pewnego stopnia uzasadnione. Po zawaleniu się hali targowej w 2006 roku napisałem na ten temat tekst zatytułowany „Katastrofa i mit”, który pozwolę sobie zacytować w całości: „Tragiczna w skutkach katastrofa budowlana w Chorzowie budzi wiele emocji. Wielu komentatorów zwraca uwagę na dysproporcje w traktowaniu jej ofiar i ofiar wypadków drogowych, w których każdego weekendu ginie ich podobna ilość. W gronie tychże komentatorów wyróżnia się Janusz Korwin-Mikke, który przyczyn tych dysproporcji doszukuje się w mającej komunistyczne źródła chęci dowartościowania tragedii zbiorowej, kosztem indywidualnej. Ma w tym sposobie patrzenia, sporo racji, ale moim, jako etnologa, zdaniem nie wyczerpuje przyczyn omawianego zjawiska. Jedna z owych przyczyn, dotąd nie zauważana, tkwi w pewnych strukturach mitycznych, mających kolosalny wpływ na nasze myślenie Po katastrofie nieraz mówiono: „takiej tragedii jeszcze u nas nie było”. Nie jest to prawda. Owszem były takie i tragiczniejsze nawet katastrofy – lotnicze i morskie. Dlaczego więc akurat ta, ma być czymś wyjątkowym? Otóż wszystkie dotychczasowe wielkie katastrofy w naszym kraju miały charakter komunikacyjny. Jesteśmy już z tego typu wydarzeniami niejako oswojeni. Droga, podróż zawsze uchodziła za ryzykowną. Zawsze wyruszając w drogę liczono się z możliwością katastrofy. Świadczą o tym liczne przekazy kulturowe, choćby tekst pieśni: „Idziesz w drogę, chociaż blisko? Z Bogiem wychodź z progu. A gdy wrócisz z niej szczęśliwie to podziękuj Bogu”, czy stojące na rozstajach dróg krzyże. Również podróżowanie po morzu jest i zawsze było uważane za tak niebezpieczne, że obrosło w tony folkloru i zabobonu, że wspomnę tylko o obyczajowym zakazie odpalania papierosa od świeczki „bo marynarz na morzu zginie”. Tak więc zarówno droga jak i morze dorobiły się swoich mitów jako miejsca szczególnie niebezpieczne. A czy istnieje miejsce, które byłoby w strukturach mitycznych uważane za szczególnie bezpieczne? Owszem, istnieje takie miejsce i jest nim Dom.

Zasadniczo mit Domu jako miejsca bezpiecznego dotyczy budynku mieszkalnego, ale w sensie rozszerzonym rozciąga się w pierwszej kolejności na świątynie, w następnej zaś na wszystkie budynki. W związku z powyższym katastrofa na drodze, czy na morzu uważana jest podświadomie za coś naturalnego, wręcz normalnego. Oczywiście jest to rzecz niepożądana, ale obdarzona taką naturą, że liczyć się z ewentualnością jej nastąpienia zawsze trzeba. Katastrofy budowlane, dotyczące budynków, nie mieszczą się w tej kategorii. W systemie mitycznym są czymś, co absolutnie zdarzać się nie powinno. A jeśli mimo wszystko się zdarza, to wtedy niepomiernie szokuje. I stąd reakcja na chorzowska tragedię taka, jaką widzimy. Dwa tysiąclecia chrześcijaństwa i dwa wieki scjentyzmu nie wypleniły myślenia mitycznego, nic w tym zresztą dziwnego, bo tak naprawdę nie kłoci się ono ani z jednym ani z drugim. Omawiany tu przykład katastrofy budowlanej jako sprzecznej z naturalnym porządkiem wyrażanym przez system mityczny znajdujemy również nie gdzie indziej, a w Ewangeliach. Chrystus wspomina o katastrofie budowlanej (zawalenie się wieży), w której zginęło osiemnaście osób. Czyż w owym czasie nie było zatonięć statków pochłaniających dziesiątki osób? Były, ale na exemplum do kazania bardziej nadawało się zawalenie wieży, bo było bardziej spektakularne, chociaż pochłonęło mniej ofiar. Nil novi sub sole....”.

Ten tok myślenia nie ma jednak zastosowania w stosunku do katastrof komunikacyjnych. Tu rację ma jak najbardziej Janusz Korwin-Mikke. To nie inflacja jest najistotniejsza jeśli chodzi o żałobę narodową. Ona jest tylko zjawiskiem ubocznym. Istota problemu tkwi w demokratyzacji. Nasz kraj bardzo stara się udowodnić swoja demokratyczność, również w tej dziedzinie. Prezydenci Kwaśniewski, Kaczyński i Komorowski reprezentowali trzy różne opcje polityczne, ale w tej sprawie byli nadzwyczaj zgodni. Dziś już nie trzeba być prezydentem, premierem, ministrem, papieżem, czy prymasem, aby otrzymać żałobę narodową. Wystarczy zginąć wraz z przynajmniej dziesięcioma innymi osobami. Oczywiście każda katastrofa skutkująca śmiercią ludzi jest tragedią dla rodzin i przyjaciół ofiar. Ale czy na pewno dla całego narodu?

A jak to wygląda w innych krajach? Oprócz Polski są w Europie i na świecie przynajmniej trzy inne kraje ogłaszały po 1990 roku żałobę narodową więcej niż dziesięć . Są to Bułgaria, Rosja i Ukraina. Kraje te ogłaszały żałobę odpowiednio 13, 27 i 13 razy. Wszystkie żałoby bułgarskie były poświęcone ofiarom katastrof, w Rosji wszystkie z wyjątkiem dwóch, a na Ukrainie wszystkie z wyjątkiem jednej. We wszystkich tych krajach demokracja jest młoda, a w niektórych z nich mocno wątpliwa. Wymaga więc stałego potwierdzania takimi w gruncie rzeczy nic nie znaczącymi gestami. Skoro stajemy w takim towarzystwie, to nasza praktyka demokratyzacji żałoby świadczy o słabości, a nie sile polskiej demokracji. W starych demokracjach, takich jak Francja, czy Wielka Brytania żałoby ogłaszane są średnio dwa razy na dekadę, a poświęcone w większości zmarłym wybitnym jednostkom. Wychodzi więc na to, że w tej dziedzinie wzorce zachodnie realizowaliśmy w międzywojniu a nawet za komuny, a obecnie przerzuciliśmy się na wschodnie.



09:09, svetomir
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 marca 2012
Kret w UE

Od jakiegoś czasu odnoszę wrażenie, że w najwyższych, brukselskich zapewne, władzach Unii Europejskiej działa "kret", potajemnie, ale intensywnie dążący do rozwalenia tej organizacji od środka. W ostatnich miesiącach, a zwłaszcza od początku bieżącego roku, wrażenie to mocno przybrało na sile. Wiąże się to oczywiście z aktami prawnymi i ich projektami procedowanymi ostatnio na forum wysokich gremiów europejskich. Chodzi mi przedewszystkiem o ACTA i projekt drastycznego ograniczenia sprzedaży napojów alkoholowych. 


Oczywiście, może ktoś rzec, że obydwa te projekty są tylko logiczną konsekwencją dotychczasowej unijnej tradycji legislacyjnej wyrażającej się między innemi w regulacjach dotyczących bananów, ogórków, marchewek i ślimaków. Ktoś taki może miałby odrobinę racji, ale naprawdę tylko odrobinę. Te sprawy są może pozornie podobne, ale w istocie zupełnie nieporównywalne. Różnią się bowiem nie tylko wielkością, czy natężeniem zjawisk, ale także, a może nawet przedewszystkiem, charakterem. Te wszystkie absurdalne pomysły układały się bowiem w jeden schemat do którego ani ACTA ani aresztowanie alkoholu nie pasują. Wtedy w każdym przypadku była jakaś mała grupka ludzi, która na wprowadzeniu absurdalnego przepisu zyskiwała (na przykład  uznanie ślimaków za "ryby lądowe" było w interesie francuskich hodowców tych mięczaków, którzy dzięki temu mogli otrzymać dopłatę do hodowli ryb), następnie była grupa druga, zazwyczaj większa od pierwszej, ale też, ale też nie bardzo duża, która na wprowadzeniu tych przepisów znacząco straciła (na przykład producenci zbyt krzywych bananów) i wreszcie większość społeczeństwa, której akty te dotykały w niewielkim stopniu, lub zgoła wcale. 
Z ACTA i nową prohibicja jest zupełnie inaczej. Przedewszystkiem obydwa akty uderzają w większość społeczeństwa europejskiego. Beneficjentów zaś jest dużo mniej niż w przypadkach omawianych wyżej. Przyjrzyjmy się obu projektom bliżej. ACTA, jeśli wejdzie w życie ograniczy drastycznie nie tylko swobodę wymiany myśli w internecie, ale i dostęp do tanich leków, żywności i artykułów przemysłowych. Każdy tańszy odpowiednik jakiegokolwiek produktu może być bowiem w świetle tej umowy uznany za podróbkę. Uderzy więc ona praktycznie w każdego. Unijny projekt prohibicji alkoholowej zakłada ograniczenie obrotu trunkami do prowadzonych wyłącznie przez państwo sklepów z alkoholem, ulokowanych wyłącznie na obrzeżach miast i otwartych jedynie przez osiem godzin dziennie oraz zakaz reklamy i marketingu alkoholu. Podobne rozwiązania funkcjonują obecnie w niektórych krajach skandynawskich. Nie do wyobrażenia jest jednak możliwość społecznej akceptacji takich propozycyj w krajach kultury wina czy piwa, które to napoje z samej natury swojej charakteryzują się zdecentralizowana produkcją i takimże obrotem. Również ten przepis uderza właściwie w ogół dorosłych Europejczyków. Poszkodowanych jest więc w obydwu przypadkach nieporównywalnie więcej nisz w owych dawniejszych przypadkach. A beneficjenci? Są i w tych przypadkach takowi, ale mniej liczni i mocno „specyficzni”. 


Na ACTA skorzystać mogą jedynie nieliczne globalne korporacje, pod względem  kapitałowym przeważnie pozaeuropejskie. W Europie nie skorzysta na niej nikt. Na prohibicji zaś, nawet tylko częściowej zyskają zaś jedynie przemytnicy, bimbrownicy i meliniarze, a więc element jeśli nie jednoznacznie, to przynajmniej potencjalnie przestępczy. Nie ma bowiem wątpliwości, że ograniczenie legalnego obrotu trunkami doprowadzi do rozkwitu nielegalnego. Gdy rząd Millera obniżył akcyzę na napoje alkoholowe z granic Rzeczypospolitej zniknęły tabuny „mrówek”. Jeśli Unia wprowadzi swoje paranoiczne ograniczenia, masowy przemyt rozkwitnie na nowo. Zawsze się jakaś zewnętrzna granica, przez która można będzie przemycać znajdzie. Na pewno rozkwitnie również bimbrownictwo na skalę dotąd niespotykaną, bo w dobie internetu zgromadzenie sprzętu i wiedzy nie przysparza najmniejszych nawet problemów. Nie ma też wątpliwości, że owym nielegalnym obrotem prędzej, czy później zaopiekuje się mafia. 


Zanim to jednak nastąpi, może już nie być Unii Europejskiej. Już ACTA spowodowała masowe protesty na całym jej terytorium. Prohibicja może spowodować jeszcze większe, gdy tylko projekt stanie się bliższym realizacji. Któryś z kolei protest może rozwalić „superpaństwo”. Dlatego właśnie stawiam tezę, że za owymi projektami musi stać jakiś „kret”. Tworzenie głupich praw, które  doprowadzą do masowego wybuchu społecznego na skalę ogólnokontynentalną jest najprostszą i najpewniejszą drogą do likwidacji ZSRE. Nie łudźmy się jednak, że  ów kret działa w interesie suwerenności narodów europejskich. Prawdopodobnie chodzi tu o wzmocnienie wpływów jakiegoś mocarstwa zewnętrznego, najpewniej USA. Jeśli takie siły rozwalą UE, to później i tak przeforsują ACTA i inne niebezpieczne przepisy w każdym kraju europejskim z osobna. Jedynym ratunkiem dla europejskich swobód jest więc przejęcie przez rozsądnych europejczyków władzy w UE bez jej rozwalania. Kluczowe będą najbliższe wybory do europarlamentu. Dlatego już teraz należy się do nich przygotowywać. 

12:30, svetomir
Link Komentarze (1) »
środa, 29 lutego 2012
Ballada o ucinaczach nosów

Palikot

Nie brakuje w kraju naszym

cudzych nosów ucinaczy,

wszystkim nosy ucinają,

sobie samym zostawiają

 

Pierwszym Piłka ucinaczem

i wartości utrwalaczem

wielodzietność propaguje

jedna córkę wychowuje

 

Pan Gorczyca z miasta Chełma

Ma pomysłów głowę pełną

Kamizelki nosić każe

Bez Marzanny święcić marzec

 

Pan Palikot z Biłgoraja

nad gejami się użala

i członkami SLDupy

chce ich zabrać do chałupy

 

Sposób na sławy zyskanie,

Cudzych nosów obcinanie,

Do dobrego nie prowadzi,

Nie pomoże, a zawadzi.

 

Ani nieba malowanie,

Ani nosów ucinanie,

Nie zastąpi ciężkiej pracy,

Nie poprawi sytuacji.

 

Nie wyciągnie nas z kryzysu

Wdrażanie takich pomysłów,

Jeno pogłębi kłopoty

I przysporzy nam roboty.

 

11:29, svetomir
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 lutego 2012
Baracku, Baracku

Obama

 

Baracku, Baracku,

Trzęsiesz się ze strachu,

I drżysz, że w Iranie,

I drżysz, że w Iranie,

Będzie jak w Iraku.

 

Będzie jak w Iraku,

Albo jeszcze gorzej,

Dlatego swych statków,

Dlatego swych statków,

Nie puszczasz na morze.

 

Baracku, Baracku,

Ty jesteś Matołek,

Kiedy Putin Tupnie,

Kiedy Putin tupnie,

Uciekasz pod stołek.

 

Uciekasz pod stołek,

Choć siły masz wiele

I mógłbyś Putina

I mógłbyś Putina

Usmażyć w popiele.

 

Baracku, Baraku,

Socjalizm wprowadzasz,

A w walce z Kościołem,

A w walce z Kościołem

Sromotnie przesadzasz.

 

Sromotnie przesadzasz,

Nie znasz żadnych granic,

A wolność sumienia,

A wolność sumienia

Kompletnie masz za nic.

 

Prawacy, prawacy,

Macie go na tacy,

Jeśli nie wygracie,

Jeśli nie wygracie,

To żeście duracy.

15:27, svetomir
Link Komentarze (1) »
piątek, 10 lutego 2012
List otwarty do prezesa PLL LOT

Jeśli są Państwo zdania, że LOT łamie fundamentalne prawo człowieka do wolności sumienia i wyznania wyślijcie ten list do PLL LOT (media@lot.pl), lub marcin.pirog@lot.pl dołączając o tym informacje dla nas na adres klub@fronda.pl

Dlaczego czyni Pan PLL LOT firmą wrogą ludziom wierzącym – pyta w liście otwartym do prezesa PLL LOT Marcina Piróga Tomasz P. Terlikowski.

 

Szanowny Panie Prezesie,

 

Ze zdumieniem przyjąłem informację o tym, że kierowana przez Pana firma zdecydowała się wprowadzić zakaz noszenia przez pracowników widocznej biżuterii z symbolami religijnymi. Decyzja ta oznacza, że ludzie wierzący – niezależnie od tego, jaką religię wyznają – są przez Pana osobiście i Pana firmę – dyskryminowani i pozbawieni jednego z najbardziej fundamentalnych praw, jakim jest w demokracji i państwie prawa wolność sumienia i wyznania. Nie rozumiem, dlaczego Pan Prezes, zdecydował się naruszyć ten fundament i przyjąć rozwiązania dyskryminujące ludzi wierzących! I to wbrew polskiej konstytucji, która nie tylko gwarantuje nam wolność sumienia i wyznania, ale także wolność uzewnętrzniania swojej wiary (art. 53, par. 2)

 

W ten sposób sprawia Pan, że PLL LOT staje się firmą wrogą nie tylko chrześcijanom, ale także Żydom, muzułmanom czy wyznawcom innych religii. Czy rzeczywiście zależy Panu na utrwaleniu wizerunku firmy wrogiej chrześcijanom? Czy chce Pan, aby Polacy, w przeważającej większości przecież wierzący, uznali, że PLL LOT są wrogie symbolom ważnym dla większości z nas? I czy nie ma Pan wrażenia, że takie działania mogą być uznane za działania na szkodę spółki, którą Pan zarządza?

 

Z poważaniem

 

Tomasz P. Terlikowski, redaktor naczelny portalu Fronda.pl

 

07:09, svetomir
Link Komentarze (1) »
czwartek, 09 lutego 2012
Kto może wygrać z Obamą?

Zbliżają się wybory prezydenckie w USA. To najważniejsze wydarzenie polityczne roku nie tylko w skali tego kraju, ale i całego świata. Prezydent Stanów Zjednoczonych pełni bowiem taką rolę we współczesnym świecie taką rolę, jaką w średniowiecznej Europie odgrywał cesarz rzymski. Z jego zdaniem muszą się liczyć wszyscy inni władcy na świecie. Niestety, Barack Obama sprawuje swój urząd w sposób dalece niezadowalający. Na każdym kroku ustępuje Moskalom, wprowadza w Ameryce socjalizm i walczy z Kościołem. Smutkiem napawa jednak fakt, że nie zanosi się na to, aby republikanie zdołali wyłonić kandydata, mogącego w wyborach pokonać obecnego lokatora Białego Domu. Moim zdaniem miałby na to szanse Newt Gingrich, ale na razie wyraźnie przegrywa on wyścig po republikańską nominację. Mitt Romney jest za mało prawicowy, nie jest nawet za zakazem aborcji i sodomickich pseudomałżeństw, a są to sprawy fundamentalne. Rick Santorum natomiast jest głąbem, co udowodnił swoją wypowiedzią o Polsce i tarczy. Ron Paul też nie jest idealny. Podoba mi się jego libertarianizm, ale jego izolacjonizm już nie. Jeśli na tronie imperium zasiądzie skrajny izolacjonista, los Polski jest przesądzony - Rosja połknie nas bez popijania.

13:32, svetomir
Link Komentarze (3) »
wtorek, 07 lutego 2012
Wpadka pani minister?

muchA

Robią różne ludzie, a internauty
osobliwie,  pani minister Musze wyrzuty z racji obsadzenia przez nią
fotela szefa Centralnego Ośrodka Sportu właścicielem sieci
zakładów fryzjerskich, którego pogardliwie zwą fryzjerem. Zarzuty
te nie są słuszne. Ktoś, kto potrafił rozkręcić prywatny biznes
rokuje większe szanse na dobre zarządzanie instytucją państwową,
niż urzędas, który nigdy w życiu nie splamił się prawdziwą
pracą. Należałoby sobie życzyć, by wysokie stanowiska w sektorze
państwowym częściej zajmowali ludzie z biznesowym doświadczeniem.

09:26, svetomir
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 06 lutego 2012
Rutkowski w Sosnowcu

  rutkowski

W mediach wszelkiego typu, tak tradycyjnych, jak i społecznościowych od dni kilku zażarta gorzeje dyskusja na temat roli niekoncesjonowanego detektywa Krzysztofa Rutkowskiego w śledztwie dotyczącym zaginięcia i śmierci półrocznej Madzi z Sosnowca. Jedni wychwalają go za rozwikłanie zagadki, inni zaś ganią za "spalenie" policyjnego śledztwa i uniemożliwienie zebrania twardych dowodów.

 

Moje zdanie jest pośrodku. Z jednej strony, to prawda, że śledztwo w znacznej części spalił. Trudno będzie teraz skazać matkę dziecka za cokolwiek, bo dobry adwokat zdoła obalić każdy dowód. Z drugiej jednak strony, być może ocalił komuś życie. Można założyć, że policja i prokuratura nadal prowadziłyby śledztwo wielotorowo. Zapewne więc już na początku tygodnia wytypowano by potencjalnego sprawcę na podstawie portretu psychologicznego. Zanim policjanci znaleźliby ciało małej Magdy, ten niewinny człowiek, byłby już aresztowany, gruntownie obity, a być może nawet martwy, bo różne rzeczy na policji się dzieją. W takich miejscach jak Sosnowiec dalej stosuje się milicyjne metody – typuje się sprawcę, a potem tak długo się go bije, aż się przyzna. Jedyna różnica polega na tym, ze teraz bije się bardziej fachowo, tak aby nie zostawiać śladów. Jeśli nawet delikwent by to przeżył, trauma zapewne złamałaby mu życie. A Rutkowski go uratował.

09:35, svetomir
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 31 stycznia 2012
Moje własne prognozy i diagnozy polityczne

 

W jednym z poprzednich tekstów analizowałem prognozy polityczne zawarte w artykułach opublikowanych w jednym z ubiegłorocznych numerów tygodnika "Uważam Rze. Inaczej Pisane". Dziś chciałbym zanalizować prognozy i diagnozy zawarte w dwóch moich własnych tekstach dotyczących polskiej sceny politycznej. Chodzi o teksty "Dla kogo gra Janusz Palikot?" z 2010 roku i "Kto zabił Andrzeja Leppera?" z 2011, opublikowane na kilku blogach i portalach inetrnetowych.

 

W pierwszym trafnie przewidziałem, że nowe ugrupowanie Palikota zaszkodzi nie Platformie, a SLD. Trafnie też odkryłem, że Janusz Palikot działa w interesie sekretnej Grupy Trzymającej Władzę na lewicy, czyli środowiska skupionego wokół Aleksandra Kwaśniewskiego. Pisałem wtedy tak : Na najwyższych szczeblach tajnych struktur lewicy (...) zapadł wyrok na SLD. Postanowiono tę partię zniszczyć, a przynajmniej zepchnąć na margines i zastąpić nowym, bardziej posłusznym ugrupowaniem. Pierwszą próbę działań na tym polu podjęto mniej więcej rok temu (licząc od daty powstania tekstu, czyli połowy 2010 - przypis z 2012), a była nią reanimacja Stronnictwa Demokratycznego. (...)Plany pokrzyżowała katastrofa smoleńska. (...) Po wyborach (prezydenckich - przypis z 2012) przyszedł czas na podjęcie drugiej próby realizacji planu przeobrażenia lewicy. Z powodu bardzo słabego wyniku wyborczego Andrzeja Olechowskiego nie było możliwości prostego powrotu do wariantu z SD. Trzeba było realizować wariant nieco zmieniony, przede wszystkim oparty o innego lidera. Takim liderem ma być Janusz Palikot. (...) Komitet taki bez wątpienia zachwieje pozycją SLD i przejmie co najmniej połowę lewicowych głosów. Paradoksalnie Platforma Obywatelska na odejściu Palikota nie straci, a nawet może zyskać, i to na kilka sposobów. (...) Po pierwsze partia Palikota będzie dla Platformy potencjalnym koalicjantem znacznie wygodniejszym od SLD, bo nie wpływającym tak negatywnie na wizerunek, a nawet od PSL, bo bliższym programowo. Po drugie zaś, co bardzo ważne, szanse na ewentualną koalicje nowej partii z PiSem przeciw PO są zerowe, a nie można tego samego rzec ani o SLD, ani o PSL, gdyż obydwie partie po pierwszej turze wyborów prezydenckich dawały wyraźnie do zrozumienia, że koalicji z ugrupowaniem Jarosława Kaczyńskiego nie wykluczają. To wszystko się sprawdziło, omyliłem się jedynie, co do sojuszy Palikota. Nie przewidziałem, że dobierze sobie samych ludzi nieznanych. Przewidywałem raczej jego sojusz z lewicowym planktonem, takim jak Demokraci.pl., czy SDPL, co zresztą powoli zaczyna się ziszczać, ale dopiero po wyborach, a nie przed nimi, jak sugerowałem.

 

W drugim tekście popełniłem więcej omyłek. Co prawda coraz więcej wskazuje na to, że trafnie wytypowałem sprawców śmierci Andrzeja Leppera i ich motywy, pisząc: Ja osobiście jestem przekonany, że wampir jest zupełnie gdzie indziej pochowany. Sprawców śmierci Andrzeja Leppera należy więc szukać nie we władzach dużych partyj politycznych, a w kręgach dużo mniej chętnie wystawiających się na działanie światła słonecznego. Andrzeja Leppera najprawdopodobniej zabili jego mocodawcy, którzy wiele lat temu zlecili mu zadanie destabilizowania Polski i do realizacji tego zadania szkolili go i finansowali. Mocno tu śmierdzi służbami specjalnymi pewnego mocarstwa. Lepper był już dla swych mocodawców bezużyteczny, bo jego siła polityczna zmalała do zera. Partia była w rozsypce, nie było nawet pewne, czy zdoła wystawić listy we wszystkich okręgach wyborczych. Lider Samoobrony był więc dla mocodawców bezużyteczny, ale jednocześnie wciąż był dla nich groźny. Sporo o nich wiedział i mógł zdemaskować ich kolejny projekt. Jest już jednak pewne, że błędnie oceniłem, co jest tym nowym projektem. Napisałem bowiem: Tak się ciekawie złożyło, że mniej więcej w tym czasie, kiedy Andrzej Lepper umierał w siedzibie swojej partii, w Państwowej Komisji Wyborczej rejestrował się pierwszy komitet wyborczy. Był to komitet Polskiej Partii Pracy - Sierpień 80. Jest wiele paralel między tym ugrupowaniem a Samoobroną. Obydwie grupy są symbiontami związku zawodowego i partii politycznej. W obydwu przypadkach najpierw był związek, a dopiero potem partia. Sierpień 80, podobnie jak Samoobrona w swojej aktywności związkowej naruszał granice prawa. Obydwie partie reprezentują niekomunistyczną, populistyczna lewicę, mają też ten sam elektorat. Jest więc bardzo prawdopodobne, ze obydwa symbionty mają tych samych mocodawców i te same cele. Co ciekawe założyciel Polskiej Partii Pracy Daniel Podrzycki zginął w tajemniczym wypadku samochodowym we wrześniu 2005 roku, akurat wtedy, gdy Samoobrona święciła największe triumfy. Być może wówczas to on był bezużyteczny i musiał zrobić miejsce dla następcy. Wybory parlamentarne pokazały, że za PPP aktualnie nie stoi żadna poważna siła, a nowym projektem dawnych mocodawców Leppera jest najprawdopodobniej Ruch Janusza Palikota.

W jednym i drugim przypadku moje prognozy i diagnozy były więc zasadniczo trafne, chociaż nieco nieprecyzyjne. Tak, czy inaczej, nie mam się czego wstydzić.

 

11:55, svetomir
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 30 stycznia 2012
Celne prognozy tygodnika

 

Minął już rok od momentu, w którym na polskim rynku prasowym pojawił się tygodnik „Uważam Rze. Inaczej Pisane”. Rocznica to dobry czas na podsumowania. Mnie osobiście ów nowy tygodnik bardzo się spodobał, dlatego kupuję każdy jego numer. Czasami wracam z zainteresowaniem do numerów archiwalnych, sprzed kilku miesięcy. Niedawno wziąłem w ręce wydanie 8/2011 z 28 marca. Powtórnie przeczytałem większość zamieszczonych w nim artykułów. W niektórych z nich sformułowano pewne prognozy co do wydarzeń politycznych z najbliższej przyszłości. Zainteresowało mnie to, że niektóre z nich okazały się zdumiewająco trafne. Dotyczy to zwłaszcza dwóch tekstów, które poniżej pokrótce omówię.

 

Artykuł Marka Magierowskiego „Kaddafi na celowniku” analizuje sytuację w ogarniętej wojną domową Libii. Analiza jest dogłębna i szczegółowa, a jej sens streszcza się w wytłuszczonym na środku strony zdaniu : „Najszybszą drogą do zakończenia konfliktu w Libii jest namierzenie Kaddafiego i naciśnięcie spustu”. W marcu wcale nie było to oczywiste, a wręcz przeciwnie. Dużo bardziej prawdopodobne wydawały się trzy inne wersje rozwoju wydarzeń. Pierwszym z możliwych i często rozpatrywanych wówczas scenariuszy był podział Libii na rządzoną przez rebeliantów Cyrenajkę i Trypolitanię Kaddafiego. Magierowski analizuje ten scenariusz i odrzuca go jako nierealny. Pisze: „Czy możliwa jest opcja podziału Libii na dwa państwa? Część wschodnia, Cyrenajka, przypadłaby wówczas w udziale rebeliantom, część zachodnia pozostałaby w rękach Kaddafiego. Lecz historia Erytrei, Kosowa czy Sudanu uczy, iż wykrawanie na mapie nowych państw to polityczna i prawna droga przez mękę. Samo wyznaczenie granicy między „starą” Libią a Cyrenajką wymagałoby przecież negocjacji z … Muammarem Kaddafim, który raczej nie zrezygnuje łatwo z pól naftowych i rurociągów na wschodzie.” Innym scenariuszem, który w marcu wydawał się bardzo prawdopodobny i powszechnie za taki był uważany było stłumienie rebelii i utrzymanie się Kaddafiego przy władzy. Tego wariantu Magierowski w ogóle szerzej nie analizował. Między wierszami jego tekstu można jednak wyczytać, że uważał go po pierwsze za wysoce niepożądany, po drugie zaś za bardzo mało prawdopodobny. Rozważał natomiast i uważał za wielce możliwe przejście sytuacji w stan długotrwałej, może nawet latami ciągnącej się wojny domowej, co również uznawał za wielce niepożądane. Scenariusz z zabiciem Kaddafiego uważał zaś nie tylko za bardzo realny, ale też za optymalny. Przewidywał również, że zabójstwa dyktatora dokonają sami Libijczycy, a nie wojska krajów zachodnich. Jego prognoza okazała się zaskakująco trafna, co tym bardziej należy docenić, ze mało kto wówczas podobną stawiał.

 

Drugim tekstem z tego numeru zawierającym trafne prognozy był felieton Piotra Gursztyna pod tytułem „Najprzyjemniejsza rzecz w polityce”. Tytułową najprzyjemniejszą rzeczą ma być rozprawianie się liderów stronnictw politycznych z przywódcami wewnątrzpartyjnej opozycji i innymi groźnymi konkurentami funkcjonującymi w łonie własnego ugrupowania. Gursztyn przewidział, że ofiarami takich wewnętrznych czystek będą Grzegorz Schetyna i Zbigniew Ziobro. To również nie było jeszcze w marcu zeszłego roku oczywiste. Co więcej, wielu komentatorów dawało obydwu panom spore szanse na dokonanie wewnątrzpartyjnych przewrotów, zwłaszcza po ewentualnej klęsce wyborczej danego ugrupowania. Ziobro był powszechnie uznawany za przyszłego szefa PiS w bliższej lub dalszej przyszłości, zaś Schetyna tkał bardzo ciekawe i dosyć obiecujące sojusze. Być może gdyby PiS lu PO w wyborach parlamentarnych poniosły spektakularna klęskę, w którymś z tych ugrupowań nastąpiłby przewrót, tak jak to się stało w SLD, który taka klęskę poniósł. W takim przypadku prognozy Gursztyna byłyby nietrafne. Ale zdarzyło się jak się zdarzyło, a nie inaczej. Felietonista jednak kapkę przegiął i prognozował zbyt szczegółowo. I w tych szczegółach nie trafił. Pisał: „Przyniesiona na tacy głowa Ziobry będzie najpiękniejszą częścią wiana wniesionego przez Kaczyńskiego do przyszłej koalicji PiS-SLD.” Tak się nie stało, bo katastrofalny wynik wyborczy Sojuszu uniemożliwił powstanie takowej koalicji, wskutek czego wyrzucenie Ziobry z PiSu nastąpiło w zupełnie innych okolicznościach. . Również w drugim przypadku Gursztyn pomylił się w szczegółach. Przewidział bowiem rozprawę ze Schetyną na sierpień, a nastąpiła ona dużo później. Tak czy inaczej prognoza jego w zasadniczej części okazała się trafna, a wcale nie była oczywista.

Trafne prognozy na przyszłość nie są tym, co w tygodniku opinii jest najważniejsze. Nikt bowiem nie oczekuje od dziennikarzy, że będą oni prorokami. Ważniejsze są przekonujące analizy przeszłości i teraźniejszości. Ale na pewno trafne prognozy podnoszą wiarygodność, a co za tem idzie ogólną wartość czasopisma. Oczywiście, uczciwie przyznać należy, że i nietrafne prognozy zdarzyły się w tym numerze „Uważam Rze”, ale nietrafne prognozy zdarzają się w każdym numerze każdego czasopisma politycznego w Polsce, a pewnie i na świecie, więc nie ma się nad czym rozwodzić.

13:17, svetomir
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 29 stycznia 2012
Pierwszy dobry pomysł ziobrystów

ziobro



Skupione wokół Zbigniewa Ziobry ugrupowanie polityczne znane tymczasowo jako Solidarna Polska w założeniu i deklaracjach miał a być „lepszym PiSem”. Jednak rychło okazało się, że z punktu widzenia wolnorynkowego konserwatyzmu jest ono raczej „gorszym PiSem”. Jest bowiem, choć na pierwszy rzut oka wydaje się to być niemożliwe, od macierzystej partii bardziej etatystyczne i mniej wolnorynkowe. Kilka tygodni temu, występując w imieniu swego nowego stronnictwa, Jacek Kurski ostro skrytykował te posunięcia pisowskich rządów, które z punku widzenia konserwatywnych liberałów były ich największymi osiągnięciami, a więc zniesienie podatku spadkowego dla najbliższej rodziny, obniżki podatku dochodowego i składki rentowej oraz prorodzinne ulgi podatkowe. Kurskiemu nie podobało się to, że na tych posunięciach bardziej skorzystali zamożni, aniżeli ubodzy. Widać więc wyraźnie, że w kwestii podatków osobistych ziobryści opowiadają się za ostrą progresją, co jest bardzo dalekie od wszelkich idej wolnorynkowych. Konserwatywni liberałowie nie powinni tedy się łudzić, że w nowym ugrupowaniu znajdą współpracowników do budowania nowej, niepisowskiej prawicy. Zresztą lewicującego charakteru nowego ugrupowania dowodzi wystarczająco już sama obecność wśród jego założycieli i przywódców Tadeusza Cymańskiego, który w PiSie obstawiał skrzydło skrajnie lewe.

 

Przy tem wszystkiem trzeba jednak uczciwie przyznać, że i Solidarna Polska, podobnie zresztą jak każde ugrupowanie polityczne za wyjątkiem skrajnie lewicowych, miewa niekiedy niezłe pomysły. Najlepszy z dotychczasowych ugrupowanie to ogłosiło drugiego stycznia bieżącego roku na specjalnej konferencji prasowej w Katowicach. Zbigniew Ziobro, Jacek Kurski i Ludwik Dorn zaproponowali tam przeprowadzenie w całej Unii Europejskiej referendum w sprawie zawieszenia tak zwanego pakietu klimatycznego, który, jak powszechnie wiadomo teoretycznie ma służyć walce z mitycznym globalnym ociepleniem, a praktycznie służy dławieniu gospodarek krajów rozwijających się, w tym Polski, za pomocą ostrych limitów emisji CO2 blokujących rozwój energetyki, będącej kluczową gałęzią. Ziobryści chcą zawieszenia pakietu z dwóch powodów. Po pierwsze koszta jego wprowadzenia w naszym kraju będą tak wysokie, że co najmniej zrównają się z wpływami z unijnego budżetu. Po drugie zaś, samo istnienie globalnego ocieplenia jest wielce wątpliwe. Jacek Kurski przy tej okazji powiedział: "Ostatnio mamy coraz więcej doniesień podważających teorię globalnego ocieplenia. Eksperci ONZ potwierdzili nieprawdziwość przewidywań dotyczących topnienia lodowców, a w Wielkiej Brytanii 'wyciekły' e-maile wskazujące na manipulowanie danymi przez klimatologów". Solidarna Polska zapowiedziała, że już wkrótce rozpocznie zbieranie w całej Unii podpisów pod wnioskiem o referendum.

 

Co ciekawe, Prawo i Sprawiedliwość, ustami Adama Hofmana jeszcze tego samego dnia ostro skrytykowało pomysł konkurentów. Co do meritum PiS się zgadza. Uważa pakiet za szkodliwy i opowiada się za jego zawieszeniem. Odrzuca jednak stanowczo działania w tym kierunku prowadzone na forum ogólnounijnym. Hofman uważa, że Solidarna Polska, odwołując się do europejskiej opinii publicznej, niepotrzebnie sugeruje, że takowa w ogóle istnieje, a w konsekwencji, że można budować europejskie superpaństwo. Zdaniem PiSu walkę z pakietem należy prowadzić w Polsce, a nie w całej Unii. Dlatego partia ta zamierza zgłosić w drugim tygodniu stycznia w sejmie projekt referendum ogólnopolskiego dotyczącego zawieszenia polskiego uczestnictwa w pakiecie.

 

Rację w tym sporze ma chyba jednak Solidarna Polska. Po pierwsze, w polskim sejmie projekt referendum nie ma szans, bo zablokuje go koalicja rządząca. Po drugie, przeprowadzenie takiej kampanii tylko w kraju, pozwoli na przylepienie Polakom po raz kolejny etykietki oszołomów i zacofańców. W przypadku kampanii ogólnoeuropejskiej i szanse ma się większe i stygmatyzacji się unika, a przy tem jeszcze jest szansa na wykreowanie wizerunku Polski jako lidera odważnych zmian. Kto bowiem w niepopularnym kierunku idzie sam, ten zostanie oszołomem, kto jednak zdoła pociągnąć w tym samym kierunku, ten jest odważnym liderem. Nie ulega zaś wątpliwości, że i w innych unijnych państwach pakiet ma licznych przeciwników, potrzebują oni jednak aktywizacji. Zaproponowana przez SP akcja zbierania podpisów w całej UE niewątpliwie jest w stanie pobudzić ich do działania. To się może udać. Polityka polega w dużej mierze na umiejętnym szukaniu sojuszników, nie tylko długofalowych ale także do pojedynczych spraw. Może się okazać, że Zbigniew Ziobro posiadł te umiejętność w znacznie większym stopniu niż Jarosław Kaczyński. To zaś może w przyszłości zaprocentować, nawet jeśli na razie społeczne poparcie dla nowego ugrupowania jest bardzo niewielkie. Takie akcje jak ta mogą to poparcie znacznie podnieść. Społeczeństwo ma bowiem w nosie mityczne globalne ocieplenie, ale jest żywo zainteresowane cenami energii, które wskutek wprowadzenia pakietu zapewne drastycznie wzrosną.

 

 

 

22:10, svetomir
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8